Na początku chciałam wam opisać 2 dłuuuugie dni mojego pobytu u wujka Asi.
Po przyjeździe na miejsce zostałam porwana przez Aś i Baś i ukryta przed Karoliną,kt
óra zapewne miała co do nas złe intencje (taki to już z niej Lord Voldemort),potem pokazano mi stajnię i caalusieńkie łowisko, byłam zachwycona przewodniczkami:PZwiedziłyśmy każdy kąt wujkowego imperium i stwierdziłyśmy,że jest fajnie.Nie będę opisywać co działo się w trakcie tych trzech krótkich godzin,bo jest to zbyt trudne do opisania...
Około godziny 18.00 poszłyśmy na pastwisko po konie, prowadziłam Arkusza, który mało co mnie nie zadeptał:)Nakarmiłyśmy trawożerców i pożegnałyśmy Basię, która wracała do domu nieopodal Chocieszowa.
Następnego dnia obudziłam Asię wcześnie,bo chciałam iść do koni:)Zwlokła się z łóżka po około pół godzinie mojego marudzenia.Zjadłyśmy śniadanie i pobiegłyśmy do stajni, gdzie czekały na nas codzienne obowiązki m.in.czyszczenie boksów, układanie sprzętu itp.O 12.oo przyjechała Basia i postanowiłyśmy pojechać do pobliskiego Rancha Vaquera na koniach, by trochę poćwiczyć.Bardzo szybko osiodłałyśmy wierzchowce i wyruszyłyśmy w drogę.Trochę się stresowałam, ponieważ pierwszy raz jechałam na Galicji , ale już po 5 minutach jazdy okazała się ona dość sympatycznym konikiem.Gdy już byłyśmy na Ranchu Vaquera wjechałyśmy na ujeżdżalnię i okazało się,że spadam wraz z siodłem, czego powodem był wieeelki brzuch Gali:) Po godzinie jazdy wracałyśmy do domu.W drodze powrotnej ścigałyśmy się trochę, naszą mistrzynią okazała się Basia:)Odstawiłyśmy konie do boksów, nie ściągając im siodeł i poszłyśmy odpocząć.Po 15 minutach zastałyśmy niezwykły widok: Gala stała spokojnie,podczas gdy siodło wisiało jej pod brzuchem.Byłyśmy zafascynowane tym widokiem i Basia zrobiła jej zdjęcie...Potem poszłyśmy na kolację i pożegnałyśmy Baś.To był koniec tego pięknego dnia;)


W drodze do sklepu:)